Toskania

Toskanię większość łączy z kultową sceną z filmu „Gladiator”. Dla mnie jednak wszystko, co zobaczyłam podczas tego wyjazdu, było niejako podporządkowane przede wszystkim wizycie w Muzeum Igora Mitoraja w Pietrasanta. Kiedy znalazłam w internecie informację, że w czerwcu zostanie otwarte jego muzeum, decyzja była natychmiastowa, a bilety lotnicze kupione w ciągu kilku dni. Sierpień, ze względu na upały, odradzałabym jako idealny termin, ale zależało mi, aby wcisnąć ten wyjazd pomiędzy już zaplanowane wyprawy.

Początek i koniec mojego wyjazdu miał miejsce w Bolonii. Miasto jest piękne zarówno w ciągu dnia, jak i nocą — zwłaszcza Piazza Maggiore. Bazylika św. Petroniusza, Santuario di Santa Maria della Vita czy fontanna Neptuna zachwycają wcale nie mniej. Znalazłam gdzieś informację, że Giambologna zaprojektował posąg Neptuna w taki sposób, aby patrząc na niego od tyłu pod określonym kątem, jego kciuk wyglądał jak członek we wzwodzie. „Kamienia wstydu” nie szukałam, ale cień na ścianie przy odrobinie wyobraźni może wiele pokazać. Udało się też zobaczyć dwie wieże, które były symbolem statusu oraz tzw. „małą Wenecję”. Prawdopodobnie jako jedna z miliona zrobiłam zdjęcie z okienka przy Via Piella.

Być we Florencji i nie zobaczyć Dawida, to jak być w Rzymie i nie widzieć papieża. To dzieło Michała Anioła nad dzieła. Warto więc poświęcić chwilę i usiąść na ławce, aby w szczegółach przyjrzeć się temu dziełu, a także rzeźbom, które nie zostały dokończone.

Rozczarowało mnie niestety Collodi, miasto Pinokia.

Był też przystanek w Pizie. Niestety przegapiłam dzwony na krzywej wieży, przekonana, że biją o równej godzinie. O 12:04 zabiły, kiedy niestety byłam już na dole. Odwiedziłam też Livorno i La Spezię. Na koniec czekała mnie mała niespodzianka — piękna, wijąca się wśród gór droga do Sanktuarium Nostra Signora di Soviore. Trochę szkoda, że trafiłam na główne święta Wniebowzięcia NMP, bo straganów i ludzi było sporo, jednak miało to swój urok: można było zobaczyć, jak świętują Włosi. Na koniec dnia udało się zjechać do zatoki, aby chwilę pobyć w rejonie Cinque Terre. To wyjątkowy odcinek liguryjskiego wybrzeża, zawieszony pomiędzy morzem a górami, obejmujący pięć małych miasteczek: Riomaggiore, Manarolę, Corniglię, Vernazzę i Monterosso al Mare. 

To, co było głównym celem tego wyjazdu, czyli Muzeum Igora Mitoraja, opiszę w zakładce „Sztuka”.

Z tej podróży przywiozłam też cudowne wspomnienia i smaki z historycznego gospodarstwa Cavazzone, położonego w sercu wzgórz Reggio Emilia, gdzie udało się wynająć pokój. Wiejski kompleks bogaty w historię i autentyczność pielęgnowaną przez wieki. Gospodarstwo słynie z restauracji, gdzie można odkryć tradycje kulinarne Reggio Emilia w połączeniu z lokalnym winem było ucztą dla kubków smakowych. Główna sala restauracji była kiedyś stajnią, gdzie żeliwne kolumny podtrzymujące dach pozostawione zostały w oryginale.

Przewijanie do góry