Samotność nocy

Budzę się w nocy kolejny raz, jakby myśli wyszły z mej głowy i za ramię mnie szarpały, krzycząc przeraźliwie jedno jedyne pamiętane przez nie słowo: SAMOTNOŚĆ.

Słowo, które jakby nagłą wichurą przywiane do mej sypialni, wpadło przez moje ucho i pędząc w głąb mego ciała, nabierało coraz to większego rozpędu. Czuję, jak niczym niepohamowane miażdży po kolei wewnętrzne organy, by odbijając się jak tornado od mych stóp, przemieścić się znowu po całym ciele i ostatecznie w głowie zatrzymać.

Czemu me myśli to słowo krzyczały? Zadaję sobie pytanie, wiedząc, że logicznej na nie odpowiedzi nie znajdę. Wiem jedynie, że ono dziś tortury mej świadomości szykuje. Obnaży moje słabości, a swoją własną potęgę pokaże. Wiem też, że tych „igrzysk śmierci” nie da się wygrać ani odwołać, bo pierwsi uczestnicy właśnie przybyli i dogodne miejsca zajmują. Chcąc nawzajem bliżej się poznać, zaczęli też głośno, po kolei, przedstawiać się z imienia.

Pierwszy na trybunie rozsiadł się lęk. Drżeniem mego ciała o sobie dał znać. Nie hałaśliwością okrzyków, ale raczej cichutko, jedynie szeptać całe igrzyska do ucha mi będzie. Nie jest też nachalny, a raczej niczym diabeł, siedząc na ramieniu, tak długo kuszenie powtarzać będzie, aż głowa ostatecznie zlęknie się, bo wie, że zrozumienia nie znajdzie. On nakarmi mnie też wątpliwościami, których rozwiać nie będę umiała, przyznając mu we wszystkim ostatecznie rację. Lęk zagłuszy też moją logikę, zastępując ją własnymi tezami tak skutecznie, że zawierzę w końcu temu, co od początku szeptał… jesteś sama w inności myśleniu.

Obok lęku usiadła nostalgia. Ona pięknem wspomnień na początek mnie nakarmi. Zacznie od przypomnienia lat młodości i pierwszych czułych gestów. Przypomni też, ze szczegółami, pierwsze zbliżenia, kiedy dwie zakochane istoty, przepełnione pragnieniem czułości, tuliły się, nie mogąc swych nagich ciał od siebie oderwać. Nostalgia przypomni też pierwsze rozstania. Przeczyta pisane nocą listy i składane w nich wspólne miłosne obietnice. Zanurzy mnie w głębinie wspomnień tak bardzo, że tonąć zacznę z tęsknoty za tym, co wiem, że już nie wróci. Odbierze mi tym poczucie atrakcyjności, ale i resztki romantyzmu, jaki jeszcze dawał nadzieję, że coś wyjątkowego w miłości mnie spotka. Kroplami łez rozmaże ostatnie wypatrywane nadzieje, pozwalając jedynie w oceanie teraźniejszości dryfować.

– Za jej naiwność! – krzyknie z trybun ból, który do walki ze mną następny się szykuje. On nie będzie kaleczył jednak ciała, ale umysł, który dźgać będzie dotąd, aż wewnętrznie powoli się wykrwawię. Będzie bronił, aby nikt ręki mi nie podał. Będzie też patrzył z uśmiechem, jak samotnie zwijam się z cierpienia, a on z rozkoszą wskazówki czasu będzie cofał, by bolało jeszcze bardziej. Nie ma w nim współczucia, jedynie chęć patrzenia, jak miota to mym ciałem, zmuszając do błagania, aby odpuścił. Ale ból odpuści dopiero wtedy, kiedy wszystko, co we mnie silne złamie. I złamał. Pogrzebał moją siłę i hart ducha, ale przede wszystkim odebrał poczucie wyjątkowości.

Głośno z trybun krzyczeć też będzie krzywda. To ona światu znowu przypomni pokolenia zbrodni. Przygotuje też listę wszystkich krzywd, jakich kiedykolwiek ja się dopuściłam. Wyczyta je potem publicznie i powoli, aby nic nie umknęło pamięci. Każdy świadomy występek mi wytknie, bym poczuła go w zdwojonej sile na własnej skórze. Na koniec rozgrzebie me traumy, które latami starałam się zapomnieć, tak abym myślała, że to było wczoraj i nigdy nie mogła ich już wymazać. Wybudzi przeszłości demony, które we mnie już spały, aby żniwo swego zła zebrały we mnie od nowa. A kiedy one skończą, wrócą myśli, które znowu krzyczeć coraz głośniej zaczną jedno jedyne pamiętane przez nie słowo: SAMOTNOŚĆ, SAMOTNOŚĆ, SAMOTNOŚĆ……

Krzyk targnął mym ciałem…………… i spoconą wybudził.

To sen.

Dzięki Bogu, to był tylko zły sen.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry