188 dni i nocy
Czy chodzi Pani na spacery w innych miastach i z innym mężczyzną? Pyta on na początku pierwszego listu. Jej to pytanie wyda się zuchwałe, ale napisze mu o tym dopiero w ostatnim liście.
Małgorzata Domagalik i Janusz Leon Wiśniewski oddali w ręce czytelników, fascynujący zapis mailowych rozmów. Kiedy ostatnio ponownie je przeczytałam, tylko jedno pytanie nasunęło się i siedziało długo w głowie. Czy prawdziwe rozmowy damsko-męskie istnieją?
W tej książce dwójka zgoła obcych sobie ludzi, prowadziła konwersację na różne tematy, w tym również te trudne, ale i o intymnym zabarwieniu. I czym bardziej próbowałam zgłębić mą myśl, tym więcej rodziło się we mnie pytań. Czy na rozmowę ma wpływ płeć? A może popularne powiedzenie, że nikt nie zrozumie kobiety lepiej, niż druga kobieta – jest prawdziwe? A może to nie o płeć w ogóle chodzi? A jeśli chodzi – to uzależnione jest to od tematów i ich powagi, czy tak naprawdę tematyka nie gra tu żadnej roli.
A jeśli kobieta jest bardzo atrakcyjna lub bardzo nieatrakcyjna – to czy przy rozmowach dotykających wrażliwą, damsko-męską materię, potrafimy profesjonalnie i obiektywnie bez fizyczności aspektów, spojrzeć na rozmówcę? Czy w ogóle jest granica tematów jakie kobieta i mężczyzna mogą poruszyć w rozmowie, aby nie czuć się niekomfortowo, nie urazić czy nie naruszyć prawa przyjaźni?
Na te wszystkie trudne pytania, postanowiłam poszukać odpowiedzi. Nie chciałabym jednak szukać ich w psychologii bo wiem, że ona ten proces rozłoży na pierwiastki, tłumacząc go naukowo. Ja jednak, będąc niedowiarkiem naukowym, chciałabym poszukać własnych odpowiedzi opartych o moje doświadczenia i moje rozmowy. Więc zacznijmy od formy, bo ona wydaje się tu być, dość kluczowa.
Ameryki nie odkryję pisząc, że świat się zmienił a wraz z nim, zarówno formy komunikacji, ich jakość, ale i ludzkie potrzeby uległy ewolucji. Nie piszemy już listów jak za dawnych czasów, nad czym jednak bardzo ubolewam. Bo piękno tej formy było absolutne. Pisząc list do niej lub do niego, wkładaliśmy wysiłek w staranność pisma, zakopertowanie, kupienie znaczka i zaniesienie na pocztę do wysyłki. Ale oprócz fizycznego wysiłku, intelektualny również wkładaliśmy, bo to co na kartkę przelane, miało tu ogromne znaczenie. Musiał być list przemyślany, nie tylko w kontekście treści ale i czasu. Bo przecież droga jego dostarczenia, trwała. W tę formę też wkładaliśmy serce. Bo jeśli o listach mowa – to przecież w głównej mierze były one miłosne, pisane ukradkiem często bez pośpiechu, aby nie za dużo i nie dobitnie, ale jednak z zaciekawieniem do tej nieznanej jeszcze drugiej połówki napisać, albo otwarcie i wylewnie jeśli ten związek czasu drobiny miał na sobie.
Bonaparte, Józefina, Filipowicz, Szymborska, Osiecka, Przybora – to przecież tylko te najbardziej znane. Ale przecież nie tylko te o miłości listy były pięknie pisane. A zatem kontynuując jeszcze wątek formy, intrygujące staje się pytanie czy łatwiej nam bezpośrednio rozmawiać czy jednak pisać?
Z mojej perspektywy w sprawach poważnych łatwiej mi pisać, niż rozmawiać. Mam czas na zgłębienie tematyki, czasami sprawdzenie czy pamięć czegoś nie zatarła. Czasami mam też potrzebę dać sobie czas. Więc pisząc – robię to na spokojnie. Czy zatem w sprawach błahych też łatwiej mi pisać? Tu akurat chyba wolę bezpośrednią rozmowę, z uwzględnieniem, potrzeby do-zrozumienia drugiej strony. Studiując filologię języka angielskiego miałam przedmiot zwany entymologią języka angielskiego i zarówno naukowo ale i doświadczenia potwierdzały, że tworzone różne formy językowe od płci były bardzo uzależnione. Czemu? A to dla tego, że w zależności od płci, różne komunikaty inaczej były odbierane. To co mówi mężczyzna inaczej może słyszeć kobieta.
Jest też inny wątek w rozmowach damsko-męskich. Śmiałość. Wydaje się, że pisząc a nie mówiąc, śmielsi jesteśmy w artykułowaniu zdań, opinii ale przede wszystkim wyobrażeń lekko okraszonych erotyką. Bo jeśli speszy, to speszenie tylko jedna strona widzi. I tak jest chyba łatwiej. A więc, jedno wydaje się już być ustalone. Forma w rozmowach damsko – męskim ma znaczenie.
A treść?
Wiśniewski napisał, że dla żadnej innej kobiety niż dla Domagalik nie był tyle razy w bibliotece. A zatem, co go pchało do tych wizyt? Potrzeba zaimponowania kobiecie czy potrzeba zaimponowania sobie? A może strach aby nie być wyśmianym czy posądzonym o mały zasób wiedzy? No właśnie jak często mówimy – nie wiem? Złapałam się ostatnio na tym, że aby nie ośmieszyć się czymś co wydawało mi się dziwne, wolałam to przemilczeć. Czemu ? W sumie nie wiem. Ale myślę, że dbałość o relację z tą drugą męską stroną miała znaczenie. Skoro się wstydziłam, to znaczy, że mi zależało aby się nie ośmieszyć. Czy słusznie? Raczej tu znaczenie ma to, jak silna jest to relacja. Jeśli znamy się dobrze, albo bardzo dobrze, żadne dziwactwo, dziwactwem w tej relacji nie będzie. Ale jeśli znamy się pobieżnie myślę, że strach zmieni otwartość na wyrażane głośno opinie. A zatem o czym pragnę rozmawiać z mężczyznami. Tematy poważne?
Z mojego doświadczenia powiem, że tu podziału na płeć nie ma, a co ważnego należy podkreślić, że nie płeć a inteligencja rozmówcy jest ważna i tym się sugeruję w wyborze.
Więc czemu szukam mężczyzny do rozmowy. Nie szukam. Ale łatwość z jaką mi przychodzi rozmowa z tą płcią – jest istotą moich wyborów. Może to przypadek, niemniej moje rozmowy damsko – męskie są głębsze, przemyślane i staranne. Mają czasami nutkę podniecenia bo, która kobieta nie chce się poczuć kobieca w rozmowie z mężczyzną i który mężczyzna swojej męskości nie chce zobaczyć w oczach kobiety z którą rozmawia.
A zatem pisząc przez 188 dni i nocy, w pewnym momencie rozmowa damsko-męska będzie subtelną formą kuszenia, a jak dalece dadzą się skusić rozmówcy, zależy tylko od tej dwójki. Nie każda jednak damsko-męska rozmowa, będzie wyrafinowaną formą randki.
Moje są wyrafinowaną formą dialogu, gdzie obie strony, rozumują podobnie a czasami nawet tak samo.
