Dwa światy
Każdy z nas ma dwa oblicza, dwie natury, dwie twarze. I niezależnie jak bardzo staramy się być w jednym miejscu i nawet jak jest ono najlepsze na ziemi, to zawsze przychodzi moment, że drugi świat zapuka do naszej podświadomości i przedstawi się jako ten lepszy. Ile razy patrząc na czyjeś życie pomyśleliśmy – też bym takie chciała? Ile razy, ktoś z nas, może głośno, a może raczej ze strachu przed innymi po cichu wyszeptał – szkoda, że ja nią nie jestem. Ile razy złapaliśmy się na myślach w głowie, które mówiły, że też bym chciała podróżować, mieć inną pracę albo przeprowadzić się do innego miasta.
Jednak nie w każdym z nas jest odwaga by coś zmienić lub zmierzyć się z czymś, co wydawać się może, zbyt trudne. Czy dla tych którzy podróżują nie puka świat ten normalny. Czy nie myślą ci, którzy mają dobrą pracę czy mieszkają w dużym mieście, że dobrze tym, którzy mają spokojne życie, rodziny, dzieci i domek na wsi. Różnica jest jedynie w argumentach, a może winnam to nazwać wymówki – u jednych się pojawią … ale ja nie mogę, mam dzieci, bo mąż, bo praca, co powie rodzina, pomyślą, że zwariowałam, co sąsiedzi powiedzą, w tym wieku mi już nie wypada, a u drugich, fajne ale to co zwykłe, będzie dla mnie nudne, za wolne, za mało ekscytujące.
Czy da się mieć dwa światy pod jednym dachem? Czy da się mieć dwa domy i w obu być szczęśliwym? Czy da się podzielić siebie na pół. Dać jednemu światu tyle samo uwagi i miłości co drugiemu? Myślę, że nawet jak bardzo się starasz ostatecznie i tak będziesz tęsknił. W podróży za domem a w domu za podróżami.
A moje dwa światy?
Moim jednym światem jest ten w którym żyję na co dzień. Świat prozaicznych wydawać by się mogło rzeczy. Świat pracy, pieniędzy, stanowiska i władzy. Świat obowiązków i głupich problemów jak kto dziś odkurzy dom czy kto dziś opróżni zmywarkę. To w tym świecie jestem poukładana, wymagająca i ambitna. Świat w którym racjonalność gra pierwsze skrzypce.
Drugi mój świat to ten, gdzie tylko sercem się kieruję. Świat podróży w których staram się być całą sobą. Świat tekstów, romantyzmu i mojej wrażliwości. Świat w którym nie muszę być twarda, mieć 10 centymetrowych szpilek (choć te akurat lubię) czy być elegancko ubrana.
To świat, który karmi moje wnętrze, bardziej niż ten świat racjonalności. To tu pozwalam sobie na spontaniczność i bycie beztroską. W tym świecie nie ma ram, nie ma patrzenia na zegarek i pospieszania. Nie ma korków ani nerwowości, że nie zdążę na czas. Tu właściwie czas się zatrzymuje. Kiedy piszę albo jestem w podróży czasami nie wiem nawet jaki jest dzień. Nie zerkam w kalendarz.
Czy da się te światy pogodzić? Trudne. Bo tęsknota jest naszą naturą. Ten co spędza miesiące poza domem kiedyś za nim zatęskni, a ten co siedzi w nim ciągle, kiedyś na pewno poczuje tęsknotę za podróżami. Może jednak oba te światy muszą obok siebie być – bo gdyby nie ten pierwszy, ten drugi nie mógłby się wydarzyć. A gdyby nie ten drugi, nie zatęsknilibyśmy za tym pierwszym.
Umiejmy jedynie tęsknotę okiełznać – no właśnie… ale, cholera – JAK?
