Anioły Perito Moreno
Czuję smutek bo widzę coś, czego kolejne pokolenia już nie zobaczą. Armia lodowych aniołów w orszaku śmierci się przesuwa i umiera na moich oczach, broniąc nieudolnie wrót swojego lodowego nieba.
Ile z nich Bóg poświęcić musi, aby ludzkość się opamiętała?
Ilu tych lodowych strażników przeszłości spaść musi z klifu, aby świat otworzył oczy i zobaczył zagłady początek?
Myśl grzmot przerywa. Grzmot, walących się ton lodu, przeszywający strachem moje ciało. Grzmot czy krzyk Boskiej bezsilności, a może gniew traconych anielskich dzieci, dla których ludzkość nie ma litości?
I zapada rozpaczy cisza.
A potem znowu słychać pęknięcie, odrywanych od lodu skalnych kawałków i kolejny grzmot. Kolejne walące się bryły lotu. Kiedy enty raz biorę aparat i chcę to nagrać zapada kolejny raz cisza. Dociera do mnie, że one nie chcą być nagrane. Chcą umierać w samotności, niezrozumiane przez tych, którzy bezczeszczą ich świat swoją obecnością. Ile ich jeszcze zostało, zanim ostatni z nich upadnie na kolana, aby oddać przedśmiertny hołd swojemu oprawcy a potem odejść w zapomnienia otchłań.
Na zawsze … zostawiając pustkę, której niż nikt nie wypełni.
