Klif namiętności

Widziałam wiele wschodów słońca, ale ten był czymś więcej. Dziś świat narodził się nad jeziorem lodowca, aby odbić swoje ciepłe poranne spojrzenie w ścianie Fitz Roya. Budzące się słońce malowało swymi promieniami znaki miłości, zaczynając od różowego woalu niewinności, rozłożonego na niebie. Potem promienie światła głaskały lico Góry, niczym powolna wstępna gra, zaczynana niewinnie od muśnięcia delikatnie włosów. Potem dotyk światła objął pieszczotą nos skalny, powoli przesuwając się coraz niżej. Dotknął też ust grani i szyi, muskając ciepłem promieni. Widziałam budzącą się w skale ochotę na więcej. Przesuwający się blask, niczym kobieta całująca mężczyznę po brzuchu, gdzie kosmyki włosów potęgują żądzę jakiej już nie będzie w stanie ta Góra powstrzymać. A potem dotyk gorącego już języka, zwiastujący początek powolnego orgazmu, by kolejny dołożony promień wywołał już tylko spełnienie, ostatecznie rumieńcem czerwieni oblane. 

Widziałam najpiękniejszy erotyzm wschodzącego dnia, uwieńczony płomiennym orgazmem. A moje oczy, miały przywilej ten akt oglądać – siedząc na klifie i obserwując to z ukrycia.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry